Autor popularnego bloga rozmowapoangielsku.pl specjalizuje się w przygotowywaniu przyszłych pracowników do rozmów kwalifikacyjnych w języku angielskim. Zapytaliśmy go, czy zdalna rozmowa o pracę ma swoją specyfikę. Co odpowiedział? Sprawdź!

(Z): Na początek może kilka słów o sobie. Czym się zajmujesz? Od jak dawna? No i dlaczego lubisz swoją pracę? 🙂

(MG): Zajmuję się zawodowo uczeniem mówienia po angielsku, od 6 lat szkolę w nabywaniu tej umiejętności. Po pewnym czasie zauważyłem, że z tym jest największy problem, jeśli chodzi o naszą znajomość języka angielskiego jako Polaków, szczególnie jeśli uczyliśmy się języka w publicznej szkole. Dlatego od maja tego roku rozpocząłem tworzenie bloga rozmowapoangielsku.pl gdzie pomagam przygotować się do rozmowy kwalifikacyjnej po angielsku i tym samym przełamać barierę w mówieniu.

Czy masz okazję często przygotowywać kogoś do zdalnej rozmowy kwalifikacyjnej? Jak to wygląda?

Obecnie bardzo dużo rozmów o pracę jest przeprowadzana online. Szczególnie te pierwsze etapy gdzie rekruter chce poznać kandydata. Obecnie prowadzę kilka osób i przygotowuje do zmiany pracy i przejścia rozmów kwalifikacyjnych. Spotykamy się raz w tygodniu na Skype i omawiamy pytania rekrutacyjne. Najpierw zaczynam z moim uczniem od tych najbardziej powszechnych pytań np. dotyczących mocnych i słabych stron, potem przechodzimy do opisania swojego dotychczasowego doświadczenie i opowiedzenia o prowadzonych do tej pory projektach ich sukcesach i porażkach. Oczywiście wszystko po angielsku. Dzięki temu wiemy, nad jakimi elementami popracować i każdy jest na pewno mniej zestresowany, jeśli chodzi o nadchodzące rozmowy, bo wie czego może się spodziewać.

Czy widzisz trend wzrostowy w rozmowach do pracy zdalnej za granicą? 

Przez lockdown i to, że dużo firm pozwala pracować tylko zdalnie, widzę, że niektórzy zaczynają się zastanawiać nad zmianą pracy i pracowaniem dla firm za granicą. Jeszcze przed pandemią miałem uczniów, którzy pracowali dla firm amerykańskich i używali angielskiego praktycznie codziennie. Myślę, że będzie takich sytuacji coraz więcej, bo Polska jest jeszcze konkurencyjna jeśli, chodzi o koszty pracy, nawet w IT.

Czy i jak taka rozmowa różni się czymś z perspektywy wymogów, co do języka angielskiego? Czy musi to być lepszy angielski?

Z tego co wiem od moich uczniów, najważniejsza jest komunikacja i to żeby potrafić porozmawiać o projekcie w międzynarodowym środowisku, opowiedzieć na daily o swoich zadaniach. Trzeba się na pewno przygotować, że w takich projektach nie będą brali udziału tylko rodowici użytkownicy języka angielskiego, ale również osoby z krajów nieanglojęzycznych i mieć z tyłu głowy, że mogą mieć czasem dziwny akcent. Jednak do wszystkiego jesteśmy w stanie się przyzwyczaić.

Na co największą uwagę zwracają rekruterzy w kwestii języka, podczas zdalnej rozmowy rekrutacyjnej?

Myślę, że najbardziej rekruterzy patrzą albo bardziej słuchają czy ktoś umie się porozumieć. Czyli czy rozumie polecenia, pytania, oraz czy potrafi po prostu porozmawiać. Dlatego bardzo często na takich rozmowach zaczyna się od small talk, czyli gadki szmatki o hobby i zainteresowaniach, żeby zobaczyć, czy kandydat w ogóle umie się wypowiedzieć. Kolejną rzeczą jest to, jak ktoś odpowiada o swoim doświadczeniu, rozwiązanych problemach w projektach, które prowadził. Wiele osób boi się popełnić jakiś błąd gramatyczny, ale jest to nieuniknione w mówieniu w obcym języku, i tylko blokuje nas w wypowiedziach. Z tego, co wiem, rekruterzy nie patrzą aż tak bardzo na ilość błędów popełnionych, ważne żeby całe zdanie miało sens i oddawało to, co myśli kandydat.

Jakie najczęściej błędy popełniają kandydaci podczas zdalnej rozmowy po angielsku? Zarówno językowe jak i strategiczne 🙂

Myślę, że największym błędem i tym któremu najłatwiej zapobiec jest brak przygotowania. Często ćwiczymy jedynie gramatykę, słówka, zamiast faktycznie pomyśleć nad pytaniami, które będą zadane. Jeśli kilka razy opowiesz po angielsku o swoim doświadczeniu, będziesz miał potem zasób fraz i wiedział co powiedzieć, jeśli padnie pytanie odnośnie konkretnego projektu. Polecam tutaj zajrzeć do ebooka gdzie zebrałem 12 pytań i odpowiedzi na najczęstsze pytania na rozmowie kwalifikacyjnej po angielsku https://rozmowapoangielsku.pl/12pytan. Co do błędów językowych to, tak jak już wspomniałem, nie ma się ich co bać, ważne żeby oddać sens tego, co myślimy. Nie musi być idealnie ważne, żeby było zrozumiałe.

Co poradziłbyś w kwestii języka komuś, kto przygotowuje się do zdalnej rozmowy kwalifikacyjnej?

Mówić, mówić i jeszcze raz mówić. Czasem jedna, dwie lekcje wystarczą, żeby dobrze się przygotować do takiej rozmowy. Szczególnie jeśli wcześniej nie braliśmy udziału w takiej rozmowie o pracę. Dobrze również sobie samemu przejść po pozycjach w CV i nawet w głowie opowiedzieć po angielsku o tym, czym się zajmowaliśmy w danych projektach, jakie sukcesy tam mieliśmy, czego nauczyliśmy się z porażek.

W pracy zdalnej bardzo istotny jest język pisany. Czy zdalni pracownicy często zwracają się do Ciebie, abyś podciągnął ich kompetencje w pisanym angielskim? Z jakimi kwestiami najczęściej przychodzą?

Tak, zdarza się, że pracujemy z moimi uczniami głównie nad korespondencją mailową w pracy. Jest na to kilka sposobów, ale jeśli miałbym coś doradzić już na teraz, to polecam pomóc sobie z programami, które sprawdzają pisownie i gramatykę. Ja sam od wielu lat używam grammarly.com, jest to rozszerzenie do przeglądarki które sprawdza na bieżąco twoje maile i sugeruje co zmienić. Mnie kilka razy pomogło, bo sam zapomniałem dodać przecinka, albo „a” lub „the”. Są to niby drobne rzeczy, ale pomagają w pisaniu i przezywciężaniu blokad, powodowanych strachem przed błędami. Natomiast kwestia, która przysparza problemów to jak rozróżnić pisanie formalne od nieformalnego i do tego trzeba się trochę przyzwyczaić w formie pisania, no i przerobić kilka ćwiczeń.

Jak oceniasz rolę znajomości języka w pracy zdalnej na rynku polskim w najbliższych latach? Będzie rosła, czy też wystarczą nam translatory? Czy w miarę postępu globalizacji nie rośnie tolerancja na angielski z translatora?

Powiem szczerze, że czasem translatory pomagają. Jednak nigdy nie zastąpią człowieka, który umie się porozumieć w innym języku. Jeśli używasz angielskiego tylko raz na miesiąc, żeby wysłać krótkiego maila, to nie ma dużej potrzeby, żebyś trenował, uczył się i szkolił. Natomiast jeśli codziennie używasz angielskiego, masz spotkania i musisz opowiedzieć o swoich postępach, to warto zainwestować czas i pieniądze w naukę, bo prędzej czy później jeśli słabo znasz angielski będzie to stanowiło problem i blokadę w dalszym rozwoju.

Na jakie inne języki widzisz rosnące zainteresowanie na rynku pracy?

To jest chyba najtrudniejsze pytanie, bo jednak ze względu na to, że uczę angielskiego to mam wgląd w ten segment rynku nastawiony głównie na angielski. Jednak z tego, co widzę, może się przydać znajomość niemieckiego, bo w Polsce działa dużo firm o kapitale niemieckim i w projektach biorą udział pracownicy z Niemiec. Co prawda oni też zwykle mówią po angielsku, ale jeśli umiemy dobrze niemiecki może nam to pomóc w karierze, i z tego, co wiem to takie firmy też sponsorują dla chętnych naukę niemieckiego w swoich firmach.